Intensywnie, intensywnie, intensywnie

AW | Aktorka, Londyn, Podróże, Reporterka | 11 listopada 2012

Bardzo, bardzo dziękuje za wszystkie miłe komentarze i wiadomości. Budujące to bardzo, że ktoś tu zagląda, że ktoś czyta, że się komuś chce skrobnąć mi czasem coś miłego. Doceniam. Tyle jest negatywnych emocji w sieci… Tym bardziej dziękuje. :)

Szalony miesiąc pod znakiem pracy. Ben Affleck i Dustin Hoffman w Londynie. Potem najnowszy Bond, rownież w Londynie i wreszcie ostatnia cześć “Zmierzchu” w Los Angeles. Piątki w “Dzień dobry TVN”, soboty na planie “M jak miłość”, a niedziele należą do “O tym się mówi”. Inne rzeczy w międzyczasie, ale raczej bez przerw specjalnych. Nie wiem, kiedy kończy się tydzień, kiedy zaczyna kolejny. W tym tygodniu byliśmy z kamerą na poligonie wojskowym, obserwowaliśmy przygotowania wojska do obchodów Święta Niepodległości. W teatrze 6. piętro rozmawialiśmy z Czarkiem Pazurą, Anią Dereszowską, Jolantą Fraszyńską i Michałem Żebrowskim. Był wywiad z Nergalem, premiery filmów, pokazy mody. Intensywnie, intensywnie, intensywnie.

Weekend w Los Angeles trochę podładował mi baterie. Choć to były tylko trzy dni to jednak w słońcu, to jednak w upale… Była nawet chwila, żeby poopalać się nad basenem. Ale to było tydzień temu. O słońcu juz zapomniałam. Dopadła mnie listopadowa szaro-bura rzeczywistość. Baterie się wyczerpały, a jedyna pamiątka po LA to jet lag, który złapał i puścić nie chce…

I don’t like Mondays

AW | Informacje, Podróże, Reporterka | 9 października 2012

Poniedziałek. Budzik dzwoni nachalnie o 6 rano. Drzemka. Dzwoni drugi raz o 6.10. Potem jeszcze chyba dwa razy. Drzemka, drzemka, drzemka. Czy to jest dziwne, ze ktoś zaśpi w poniedziałek rano?

Gorzej, że i potem niespecjalnie się spieszę. Prysznic, śniadanie, dopakowywanie walizki. Mimo wszystko nie wiem, jak to się stało, że na lotnisko przybywam dopiero na 20 minut przed odlotem samolotu. Naprawdę nie wiem. To musi być jakiś (niechlubny) rekord. Było blisko, żeby mi samolot uciekł. Miałabym nauczkę. Zdążyłam. Chciałabym podziękować miłym Paniom przy odprawie, które poruszyły niebo i ziemię, żeby mnie wsadzić na pokład tego samolotu.

W Londynie ponuro. Leje bez przerwy. Jak to możliwe, że jak zwykle nie wzięłam parasola? Przecież w Londynie zawsze pada…

Pokaz filmu, zakupy, spacer. Lubię to miasto, ale w małych dawkach. Jak ja mogłam tu mieszkać? Jutro spotkanie z Timem Burtonem. :)

Oszukać melancholię

AW | Aktorka, O sobie, Reporterka | 4 października 2012

Jesiennie się już zrobiło, nie ma się co oszukiwać. Dzisiaj niby cieplutko było, niby świat temperaturami niemal letnimi mamił, ale mnie oczu nie zamydlił. Liście już pospadały, żółto wszędzie, wietrznie i deszczowo. O, chyba właśnie zaczęło padać… Nie lubię jesieni, bo chociaż w kolorach ładna, to zawsze mnie jakoś tak melancholijnie nastraja. Przemijanie… Gdyby każda pora roku miała mieć myśl przewodnią, to by była myśl jesienna: przemijanie.

Zwiewam przed jesienną melancholią jak szalona. Uciekam w pracę. Tej na szczęście jest dużo. Z kamerą “O tym się mówi” gotowaliśmy z Michelem Moran. Byliśmy na premierze “Deszczowej piosenki” i na planie “Zabójcy długów”, nowego programu TVN Style. Zapraszam na najnowszy odcinek “O tym się mówi” w niedzielę o 13.45.

W “Dzień dobry TVN” wywiady, montaże, studio. Był Liam Neeson, były nagrody Emmy, najgłośniejsze śluby i najtrwalsze małżeństwa. W przyszłym tygodniu ruszam do Londynu na wywiad z Wynoną Ryder. Potem “Skyfall”, czyli najnowszy Bond. Nie mogę się doczekać. Daniel Craig i Javier Bardem. :)

Coś tam prowadzę, gdzieś tam wychodzę, coś piszę. Chciałabym pisać więcej, ale czasu brak. Może jak przyjdzie zima, to będzie łatwiej zaszyć się w domu i wyżyć się twórczo…

Paryskie dywagacje

AW | Podróże, Reporterka | 12 września 2012

Idę sobie wolnym krokiem Champs-Elysees. Jest pięknie. Gwarno i parno. Atmosfera Paryża wydziera się we mnie nachalnie przez nos - zapachem wina, papierosów i drogich perfum, przez uszy - hałasem chaosu, szelestem języka, który wydaje mi się tak piękny choć go nie rozumiem (a może właśnie dlatego - nawet największy banał brzmi dla mnie jak poezja)… Wydziera się każdą komórką ciała. Bezczelne miasto…. Mam do niego słabość, on mam…

Znów jestem w podróży, czyli nie ma się co oszukiwać, nowy sezon zaczął się na dobre. I dobrze, bo praca to fajna sprawa, zwłaszcza taka, która się lubi. Po wakacyjnych odprężeniu nie ma już śladu, ale cóż z tego? Przecież włosów z głowy rwać nie będę, bo i tak mam mało. ;) Jestem więc w Paryżu, tak jedną nogą w zasadzie, dwa krótkie dni. Pokaz filmu “Uprowadzona 2″ wieczorem, wywiad z Liamem Neesonem następnego dnia, a wieczorem do domu…

A Paryż tak samo piękny, jak ostatnim razem, a może nawet piękniejszy? Z hotelu na pokaz idę piechotą, choć to połgodzinny spacer. Nie szkodzi, jest pięknie. Inna sprawa, że rano na wywiad MUSZĘ iść spacerem, bo nigdzie nie ma taksówek, za to wszędzie są korki. Manewruję pomiędzy uliczkami, na każdym niemal rogu rozwijając mapę. W końcu jakiś Francuz lituję się nade mną i pomaga mi dotrzeć do Hotelu Bristol (gdzie przybywam spóźniona jedynie 5 minut, więc w zasadzie na czas), burząc przy tym stereotyp epnieuprzejmego Paryżanina, który pokutował w mojej głowie. Na pewno przez brytyjską indoktrynację. Brytyjczycy nie znoszą Francuzów (z wzajemnoscią zresztą), a ja za długo mieszkałam w Londynie i dałam się przekabacić. Biję się w piersi i cofam to, co wcześniej mówiłam. Francuzi są w porządku. Przynajmniej niektórzy. 

Liam Neeson też był w porządku. Mądry facet. Lubię z nim rozmawiać. To był “nasz” czwarty już wywiad… Liam jest moim rekordzistą… ;)

Potem była jeszcze chwila na zakupy… :)

A w Warszawie robota na pełnych obrotach. Z kamerą “O tym się mówi” na pokazie Vistuli. Montaże - Meryl Streep, Steve Carell. W piątek jak zwykle poprowadzę Showbiz w Dzień dobry TVN. Będzie o najdłuższych małżeństwach w Hollywood. A w sobotę Verva Street Racing.

Wrzesień czyli September czy jakoś tak…

AW | Aktorka, Informacje, O sobie, Podróże, Reporterka | 31 sierpnia 2012

Zaczyna się wrzesień. Miesiąc moich urodzin, miesiąc złotej polskiej jesieni. Lubię wrzesień. Muniek Staszczyk śpiewał: jesienią zawsze zaczyna się szkoła, a w knajpach zaczyna się picie. Ja bym dodała, że w telewizji zaczyna się nowy sezon i czas wrócić do pracy.

Wakacje były cudne. Nie bardzo odpoczęłam, ale za to dużo zobaczyłam i dużo przeżyłam. Lubię aktywnie spędzać czas. W sumie tak też można odpoczywać. Kto powiedział, że jak urlop to trzeba zaraz leżeć tyłkiem do góry.

Gorąco polecam Wam Kanadę. Wspaniale miejsce na wakacje. Zapierająca dech w piersiach przyroda, czyste przyjazne turystom miasta i fantastyczne zakupy. :)

Rozmarzyłam się, ale czas wrócić do rzeczywistości. Ten sezon zapowiada się jeszcze bardziej pracowicie niż poprzedni. Wróciłam już na plan serialu “M jak miłość”. W scenariuszu robi się coraz bardziej ciekawie. Partnerują mi wspaniali aktorzy, ostatnio Pan Olgierd Łukaszewicz. 

W nowym sezonie w “Dzień dobry TVN” kolejne wywiady z gwiazdami filmowymi. To już mój szósty sezon w programie. Zaczynamy od wywiadów z Mary J. Blige we wrześniu. Zaraz potem zupełnie wyjątkowa para: Meryl Streep i Tommy Lee Jones. W październiku Liam Neeson. Co piątek będę prowadzić zagraniczne wydanie Showbizu również w DDTVN.

Pełną parą ruszył też program “O tym się mówi”, który prowadzę w TVN Style. W tym tygodniu realizujemy materiały na planie nowego talk-show Piotra Najsztuba “Najsztuba słucha”, a także relację z meczu politycy kontra gwiazdy TVN.

O wszystkim będę Was informować na bieżąco. Miłego początku roku szkolnego!

Wakacje, nie-wakacje…

AW | O sobie | 5 sierpnia 2012

Gorąca, wilgotna, lepka noc w Nowym Jorku… Bezdomny śpi na schodach kościoła rozebrany do rosołu. Sunę wzdłuż zachodniej ściany Central Parku i wdycham ciepłe powietrze… Nigdy nie byłam w Nowym Jorku latem. Latem Nowy Jork pachnie jak Hawana.

Wakacje w Kanadzie przerwałam po jednym zaledwie dniu i z Toronto przyleciałam do Nowego Jorku. Ale nie narzekam. Z dobrego powody. Widziałam właśnie film “Hope Springs”, a jutro spełni się jedno z moich zawodowych marzeń - przeprowadzę wywiad z Meryl Streep. :) A zaraz potem w samolot do Toronto, bo trzeba wznowić przerwane wakacje.

Lepko, wszędzie lepko, wszystko lepkie. Idę i idę. Nie wiem, czy we właściwym kierunku. Powinnam wskoczyć w taksówkę, ale nie mogę odmówić sobie spaceru przez rozgrzane do czerwoności miasto. South, West, East…. Gdzie jest mój hotel? Naprzeciwko Central Parku. Ale z której strony?

- Chyba nie chcesz iść na piechotę? - dziwi się portier, którego pytam o drogę.

- A dlaczego nie?

- To 25 przecznic stąd.

- To nie tak daleko.

- I love your spirit.

Dzień miłości. Kolejny portier “love” mój kapelusz, kolejny buty, kolejny generalnie strój. Wszyscy życzą żebym miała “lovely” wieczór. Pewnie przesada. Pewnie kreacja. Pewnie nie do końca to szczere. A jednak miłe. Więc szczerze się uśmiechem i też wszystkim życzę dobrej nocy. I kiedy samotny rowerzysta przejmują obok z uśmiechem i krzyczy na całe gardło “yes” myśle sobie… No pewnie, ze tak. Bo dlaczego niby nie???

Nowy Jork jak zwykle niepoprawnie optymistyczny, rozkosznie szalony, pozytywnie zakręcony…. I jak go nie uwielbiać? A może powinnam użyć słowa “love”?

Lato wszędzie

AW | O sobie | 30 lipca 2012

Niby to wakacje, a ja jednak ciągle w pracy. A to wyjazd, a to montaż, a to Dzień dobry TVN, a to TVN24, a to nagrywam na dachu wieżowca dla TVN Style…

Nie narzekam. Pogoda dopisuje, słońce świeci i żyć się chce.

Byłam w Los Angeles na promocji filmu “Magic Mike”, na serii cudownie absurdalnych wywiadów z największymi przystojniakami Hollywood. What can I say? I love my job. :)

Efekty mojej pracy można jak zawsze zobaczyć na stronie Dzień dobry TVN, a ja mam dla was kilka zakulisowych fotek.

Tak póki co wyglądają moje wakacje. A w mediach sezon ogórkowy… Trzeba chyba odstawić internet na jakiś czas, bo nie zdzierżę…

 

Kalifornijski wiatr…

AW | O sobie | 23 czerwca 2012

Słońce… Słońce zawsze poprawia mi humor. No, prawie zawsze.

Pamiętam moją grudniową podróż na wschodnie wybrzeże, do Miami. Wtedy nie było mi jakoś specjalnie wesoło… Uciekłam z mroźnej Polski na słoneczną Florydę. Były święta. Paul McCartney śpiewał natrętnie ”Simply Having a Wonderful Christmas Time” z każdego możliwego głośnika, a ja chciałam się zapaść pod ziemię… Nie zapadłam się. Niestety. A może na szczęście?

Teraz jestem dla odmiany na zachodnim wybrzeżu… Minęło pół roku i zmieniło się wszystko. Ja. Nie tylko ja. Cały świat się zmienił. Ludzie są milsi, słońce świeci jaśniej, a moje włosy rozwiewa cieplejszy wiatr.

Jetlag budzi mnie o 5 rano. To nic. Tyle jest do zrobienia. Tyle do zobaczenia. Na śniadanie paskudna amerykańska kawa. Pyszna! Wypijam dwa kubki. Spacer. Przed siebie. Bez celu. Szczęście? Jestem w pięknym miejscu. I nic, zupełnie nic nie ciągnie mnie w dół. Niczym nie muszę się martwić. Uśmiecham się. Tak po prostu. Do ludzi. Do siebie. Szczęście! Czuję się jakbym odkryła największą tajemnicę świata…

Nie ma czasu na smutki…

AW | Informacje, Londyn, O sobie, Podróże, Reporterka | 22 listopada 2011

Jesienna melancholia nie daje za wygraną. I ja nie ustępuję, więc się ostanio trochę boksujemy. Raz ona zadaje cios, raz ja. To ona leży na deskach, to ja. Ale obie się ciągle podnosimy i ciągle stoimy naprzeciwko siebie na ringu. I tak mijają kolejne rundy, i ciężko powiedzieć, kto prowadzi. Chyba na razie jest remis.

Zresztą może to nie melancholia tylko zmęczenie? Mało ostatnio śpię, dużo pracuję. Zarywam noce, ciągle gdzieś gnam. Byłam w Londynie na junkecie do filmu “Tupot małych stóp 2″. Fantastyczne wywiady z aktorami. Elijah Wood i Robin Williams. Obaj wspaniali. Zaczęłam treningi do finałowego odcinka “Tańca z gwiazdami”, więc zajęć mam dużo. Swoją drogą, aż mi się wierzyć nie chce, że to już koniec programu… Dopiero zaczynaliśmy. Ale ten czas leci… A jak mi rodzice mówili, że z wiekiem lata płyną coraz szybciej, to nie chciała im wierzyć. Ech… W każdym razie z uwagi na mnogość zajęć nie miałam w ogóle weekendu. Montowałam do nocy. W poniedziałek wstałam o 4 nad ranem, żeby zdążyć na poranny lot do Londynu. Samolot powrotny był opóźniony. Do domu dotarłam koło 1 nad ranem. A o 9 miałam trening… Podsumowując, to pewnie jednak nie melancholia, tylko zmęczenie. 1:0 dla mnie… :)

Nie ma czasu na smutki. Życie kończy się śmiercią i to jest jedyna pewna rzecz na tym świecie. Wszystko, co się wydarzy pomiędzy chwilą, kiedy ona przyjdzie a teraz to bonus i tak to trzeba traktować. Może mam przed sobą pięćdziesiąt lat, może rok, a może trzy dni. Nie wiem. Więc trzeba żyć. Szybko, bo nie ma czasu. W każdym razie nie ma go tak dużo, żeby można było sobie pozwolić na luksus marnowania go.

W sumie to najwięszym źródłem smutków są inni ludzie. Wystarczy więc trzymać się od nich na bezpieczną odległość i zagrożenie jest mniejsze. Nie mówię, żeby zamieszkać w pustelni, tylko żeby się chronić, zawsze trzymać gardę, nie dopuszczać nikogo do siebie zbyt blisko. Dla mnie jedynaczki, to nie jest takie trudne, bo tak naprawdę lubię być sama ze sobą. Przyzwyczaiłam się do tego i świetnie sobie radzę. Kiedyś mi się wydawało, że jestem ekstrawertyczką, że lubię być z ludźmi, ale niedawno doszłam do wniosku, że po prostu podobało mi się jak to brzmi. A tak naprawdę jestem dość nieśmiała i najlepiej mi jest samej. Mam oczywiście znajomych, koleżanki z pracy, ale w bliższych relacjach czuję się niekomfortowo. Może zbyt wiele razy się zawiodłam? Moja kuzynka kiedyś mi powiedziała: lepiej wkładać całą energię w pracę, bo są z tego współmierne rezultaty. Ile włożysz, tyle masz. Wszystko zależy od ciebie. Budujesz karierę, pozycję, zarabiasz pieniądze, jaki kto tam ma cel nadrzędny. A z ludźmi nigdy nie wiadomo. Ludzie są kapryśni. Możesz inwestować latami i nic z tego nie mieć. Związki międzyludzkie są jak hazard. Wygrywa tylko ten, kto nie gra…

Dokąd i po co?

AW | O sobie | 19 listopada 2011

Spędziłam cztery godziny na próbach Tańca z gwiazdami kręcąc materiał do DDTVN i wymęczyło mnie to przeokropnie. Nieustannie migające światła i ogólna mnogość bodźców wizualnych sprawiła, że rozbolała mnie głowa. Teraz siedzę na montażu, a cały świat wokół mnie nadal wiruje i błyska… Jak na karuzeli… “Wsiadajcie Madonny, Madonny. Do bryk sześciokonny …ściokonnych!”. Wsiadajcie na własną odpowiedzialność. Mnie się już kręci w głowie. Ja wysiadam.

Pracy mam dużo. Czasu też się jakoś dużo zrobiło. Może coś w tym jest, że jak człowiek ma mnóstwo zajęć to jakoś się lepiej potrafi zorganizować i dzień się wydłuża. No, może nie dzień, bez szleństw. Doba. Dzień jest teraz krótki, a będzie jeszcze krótszy. Jak tu nie dostać depresji? Kiedy o 15 zaczyna już szarzeć? Żeby nie popaść w czarną rozpacz jeszcze sobie sztucznie dokładam zajęcia. Zajmuję czymś głowę, albo chociaż ręcę i nie myślę o tym, że mi się tą smutną porą roku najzwyczajniej w świecie żyć nie chce. Praca, dom, praca, dom. W domu pusto. W pracy “pełno nas, a jakoby nikogo nie było”. Nie widuję przyjaciół. Znajomi z pracy są teraz moimi przyjaciółmi, bo ich widuję najczęściej… Jak przychodzę do domu zmęczona i pomyślę, że mam jeszcze gdzieś wychodzić… Po co??? Ciemno, zimno… Więc nie wychodzę, za to powoli tracę zmysły. Cabin fever czy co? W końcu moje mieszkanie zbyt duże nie jest.

Dalej »

© aniawendzikowska.com :: AKTORKA | DZIENNIKARKA | PRYWATNIE | KONTAKT

Agencja Interaktywna JMEDIA